Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Prolog {

główna. | menu. | księga. | motyw przewodni | spis treści: 0 |1.1 |1.2 | 2.1 | 2.2 | 3.1 | 3.2 | 4.1 | 4.2 | 5.1 | 5.2 | 6.1 | 6.2 | 7.1 | 7.2 | 8.1 | 8.2 | 9.1 | 9.2 | 10.1 | 10.2 | 11.1 | 11.2 | 12.1 | 12.2 | 13.1 | 13.2 | 14.1 | 14.2 | 15.1 | 15.2 | 16.1 | 16.2 | 17.1 | 17.2 | 18.1 | 18.2 | 19

Prolog

Na życzenie Delicate.
Menu będzie jak się zrobi (i jak szefowa znajdzie kasę na podstronę).
Anyway, cobyście nie byli zdumieni - macie oto do czynienia z Maestriną w wydaniu najbardziej dla niej naturalnym. Czyli kryminał będzie.


Tamtego poranka w niewielkiej mieścinie na południowym wschodzie Anglii nie działo się zupełnie nic. Nie, to nieprecyzyjne stwierdzenie – bo w gruncie rzeczy coś się jednak działo, z tym że nie miało to najmniejszego związku z zachowaniem mieszkańców, którzy w tym czasie wszyscy – zgodnie jak nigdy – drzemali pod puchowymi pierzynami w swoich łóżkach. Nie mieli bądź też nie chcieli mieć świadomości, że oto za oknami ich domostw rozgrywały się sceny zgoła dantejskie. Tak jak przez całe święta Bożego Narodzenia nie spadł ani jeden płatek śniegu, tak teraz całe miasteczko pokryła już gruba
i stale powiększająca się warstwa białego puchu. Słupek rtęci na termometrach spadał niekiedy poniżej minus dwudziestu stopni Celsjusza, podczas gdy zegar na ratuszowej wieży najspokojniej w świecie wybijał szóstą. Pogrążoną we śnie mieścinę – dla zachowania jakiegoś porządku dodajmy, że położona była ona między Hastings a Eastbourne – opanowała wszechobecna cisza, trwająca aż do momentu, gdy pierwsi mieszkańcy obudzą się i ze zdumieniem stwierdzą w swych zapuszczonych bądź co bądź ogrodach obecność sporej warstwy śniegu.
Z chwilą, kiedy przebrzmiało echo ostatniego uderzenia wielkiego zegara, spokojny sen ludności zamieszkującej miasteczko pozornie nie został zakłócony. A jednak – ciszę znienacka rozdarł dźwięk budzika, dochodzący ze znajdującego się na piętrze jednego z domów pokoju. Nie był to wprawdzie sygnał tak głośny, by postawić na nogi całą okolicę, o dziwo, nie zareagowali nań nawet lokatorzy feralnego budynku, przynajmniej w większości. Jedynie mieszkaniec wspomnianego pokoju – zarazem właściciel przeklętego budzika, który teraz rozbrzmiewał kakofonicznie, jakby za nic miał sobie harmonię – szczupły, jasnowłosy chłopak, o poranku wyjątkowo rozczochrany, otworzył niepewnie jedno oko. Zaraz potem i drugie. Nadstawił ucha, zastanawiając się w półśnie, cóż za idiota nastawia budzik na środek nocy. Chciał nawet wstać i nakrzyczeć na tego mało rozgarniętego osobnika, w wykonaniu tego zadania przeszkodziły mu jednakże dwa fakty – po pierwsze, nie potrafił zlokalizować, z której strony dochodzi pisk budzika, a tym samym – kogo ma obwiniać o zakłócenie mu snu; po drugie zaś, stanowczo nie był w stanie podnieść się z łóżka. Przez głowę przemknęła mu gorzka myśl, że mama i babcia robią na święta zdecydowanie zbyt dużo jedzenia. Taktownie pominął kwestię, iż wcale nie musiał tego wszystkiego konsumować. Nie wypada nie dojadać, tym bardziej, gdy żeńska część rodziny wiecznie jęczy: "Ed, zjedz jeszcze trochę, jesteś chudy jak szczapa!" Co nie zmieniało podstawowego faktu – tego ranka Edmund Windshire czuł się nad wyraz ociężały.
Próbował na powrót pogrążyć się w krainie snów, w czym wydatnie przeszkadzał mu świdrujący w uszach dźwięk budzika. Raz jeszcze uniósł powieki, ciężkie jak z ołowiu, po czym spojrzał bezmyślnie w przestrzeń. I nagle go olśniło.
Tym "idiotą" nie był nikt inny, jak on sam!
Ta myśl podziałała na niego niczym kopnięcie prądem. Momentalnie poderwał się z łóżka, doskoczył do regału i wprawnym ciosem wyłączył budzik. Zaraz potem chciał, z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, powrócić w pielesze i spać dalej, w końcu musiało być jeszcze bardzo wcześniej. Rzucił jednak przelotne spojrzenie na wiszący na ścianie zegar. Zamknięty w nim mechanizm tykał niespiesznie, lecz godzina wcale nie wyglądała na szczególnie nocną. Szósta. Najwyższy czas wstawać.
Edmund, wbrew temu, co o nim mówiła rodzina – któraż rodzina zresztą nigdy nie wyolbrzymia? – miał pewne nienaruszalne zasady, a wstawanie o poranku znakomicie się w nie wpisywało. Nie żeby był jakimś rannym ptaszkiem lub, tym bardziej, chodził spać wyjątkowo wcześnie. Nic z tych rzeczy – on po prostu już dawno temu nauczył się, że tylko jasno ustalony harmonogram dnia pozwala dojść do celu. Wprawdzie w trakcie sezonu żużlowego wszystko wyglądało nieco inaczej, miał – nazwijmy to – nienormowany czas pracy, o dziwnych porach jadł, o dziwnych porach spał i o dziwnych porach egzystował. Jednakże sezon zakończył się już dobre dwa miesiące wcześniej, a Edmund miał dość czasu, by stworzyć strategię jak najlepszego przepracowania zimy. Jednym z podstawowych punktów dnia powszedniego – dwudziesty dziewiąty grudnia z pewnością do takich się zaliczał – był poranny jogging. Bieganie po okolicznych parkach, rzadko uczęszczanych drogach czy wzdłuż torów kolejowych stało się doskonałym sposobem nie tylko na zachowanie dobrej kondycji, lecz również na oczyszczenie mózgu ze zbędnych myśli. A tych ostatnimi czasy ustawicznie przybywało...
Nie zaprzątając sobie głowy zupełnie nieistotnymi teraz rozważaniami, Edmund chwycił ubranie i pognał do łazienki, starając się mknąć jak najciszej, by nie zbudzić nikogo z (co zdumiewające, wciąż śpiących) domowników. Gdy wychodził z niej w niecałe dziesięć minut później, już w stroju nieco innym niż piżama, piętrowy przybytek nadal był pogrążony w absolutnej ciszy, przerywanej jedynie od czasu do czasu pochrapywaniem rodziców. Chłopak powoli zszedł po schodach, a puszysta, czerwona wykładzina doskonale tłumiła jego kroki. Brak jakichkolwiek dźwięków stawał się nieznośny – Edmund przyzwyczajony był do gwaru, rozmów, głośnej muzyki, ale nie do uporczywego milczenia. By przerwać ciszę, zaczął cicho nucić. Mruczał wciąż słowa jednego z ulubionych utworów, zakładając niespiesznie kurtkę, szalik i czapkę. Od tygodnia wszystkie możliwe prognozy pogody zapowiadały mrozy, a coś podpowiadało Edmundowi, że właśnie tego dnia przewidywania synoptyków w pełni się sprawdzą. Może to przez ten przejmujący ziąb, który czuł nawet w dobrze izolowanym domu? Otworzył stare, lecz wciąż działające bez zarzutu drzwi. Gdy wychodził na zewnątrz, ujrzał tuż przed swą twarzą kłęby pary. Najlżejszy oddech powodował powstawanie białawej mgiełki. Dopiero w kilka sekund po wyjściu w domu, kiedy już zatrzaskiwał za sobą drzwi, młody Windshire poczuł dotkliwe zimno, przejmujące go na wskroś i mrożące od naskórka aż po szpik kości. Pomimo to, wsunął ręce do kieszeni i dziarsko ruszył przed siebie, starając się nie zwracać uwagi na tak "nieistotne" elementy jak mróz czy sypiący śnieg. Rutyna robi swoje – nie wyobrażał sobie, że przez warunki atmosferyczne mógłby odpuścić sobie poranne bieganie.
Z trudem przebrnął przez ośnieżoną ścieżkę, aż wreszcie zatrzymał się przy furtce. Ze stojącej tuż obok ogrodzenia skrzynki na listy coś wystawało. Fakt ten nie zdziwił nawet szczególnie Edmunda, chłopak zdążył już bowiem przywyknąć do tego, że listonosz roznosi przesyłki po miasteczku o tej porze, o której jest mu najwygodniej. Wszyscy to wiedzieli. O wiele bardziej zaintrygowało Windshire'a to, kto też mógł pisać do jego rodziny tuż po świętach. Zanim zastanowił się, co właściwie robi i że naraża się na spędzenie na mrozie dodatkowych kilku minut, wyjął ze skrzynki przesyłki.
Koperty były trzy. Jedna z nich zaadresowana do rodziców – tę Edmund natychmiast odłożył na ośnieżony murek, nie myśląc nawet o konsekwencjach tego czynu – a te, zważywszy na obecność opadów śniegu, mogły być różne. Drugą może szczególnie by się nie przejął, zważywszy na widniejący jako adresat napis "The Windshires", dalej ulica i numer domu, kod i miasto. Jednak natychmiast rozpoznał to okrągłe, niedbałe pismo i w duchu aż podskoczył z radości. Momentalnie rozerwał kopertę, wyjmując ze środka klasyczną kartkę świąteczną z gatunku tych ręcznie robionych, obklejoną brokatowymi śnieżynkami i z jaskrawozieloną choinką na wierzchu. Otworzył karnet i przeczytał zamieszczone w nim życzenia.
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia (ach, cóż za szkoda, że nie mogę być z Wami, wybaczcie),
Życzę Wam, co następuje:
tacie – żeby trzymał się zdrowo i nie miał powodów do narzekań na parlament;
mamie – żeby dalej piekła takie wspaniałe ciasta (mam nadzieję, że uchowało się coś świątecznego dla mnie);
kochanej Lizzie – tylu mężczyzn, ilu tylko sobie zażyczy (albo tego jedynego na całe życie - jak wolisz);
równie kochanemu Edwardowi – pociechy z żony i syna, mniej pracy, więcej radości i uśmiechu;
mojej cudownej szwagierce, Charlotte (Edwardzie, nie bądź zazdrosny) – żeby wciąż tak promieniała urodą jak wtedy, kiedy ostatni raz się widzieliśmy;
małej Kath – żeby nie pchała ślicznego noska tam, gdzie czeka niebezpieczeństwo;
a mojemu ulubionemu bratankowi, Edmundowi, nie będę życzył nic, tylko zacytuję pewną mądrość, którą chcę, żebyś sobie wziął do serca:
Przegrany nie ma przyjaciół... Ale zwycięzca ma wrogów (czego Ci, oczywiście, nie życzę, ale wiesz jak jest w TEJ rzeczywistości).

Spodziewajcie się mnie wtedy, co zawsze
Pozdrawiam,
Wasz Charlie

Przeczytawszy kartkę, Edmund odłożył ją bezmyślnie na uprzednio wyciągniętą kopertę, którą zdołała już przykryć warstwa białego puchu. Jak zwykle, życzenia od wuja Charliego przyszły kilka dni po świętach. Typowe! Jakkolwiek by jednak nie utyskiwał na ten fakt, chłopak musiał przyznać, że znaleziona w skrzynce kartka niesamowicie go ucieszyła. Kiedy Charles Windshire przepadał gdzieś zaraz po sezonie, Edmund zawsze czuł się nieswojo. Wuj nie tylko pomagał mu poradzić sobie na trudnej drodze młodego żużlowca, ale też stanowił uosobienie radości i uśmiechu pomimo wszystko. Bez niego świat był zdecydowanie zbyt szary.
Jeśli zawartość poprzedniej koperty go ciekawiła, teraz poziom zaintrygowania sięgnął zenitu. Oto bowiem na śnieżnobiałej powierzchni trzeciej przesyłki dostrzegł pozaokrąglane, pochylone nieco pismo, tak doskonale mu przecież znane. Na kopercie widniało jego imię i nazwisko. Nic więcej. Ktoś musiał wsadzić ją bezpośrednio do skrzynki. Edmund wiedział, kto to zrobił i dlaczego – czując, jak ręce drżą mu z emocji, począł niecierpliwie rozrywać papier, by dotrzeć do niewielkiej, złożonej na pół kartki. Jej treść przesłoniła mu cały świat.
Drogi E.!,
Muszę z Tobą koniecznie porozmawiać. Jak najszybciej. Chcę, żebyśmy przedyskutowali kwestię Ch. i podjęli decyzję, kiedy powiemy mu o... wiesz, o czym. Proszę, przyjdź do mnie dwudziestego dziewiątego grudnia o dziewiętnastej. Jeśli tego nie zrobisz, sama powiem Ch. o wszystkim.
Twoja na zawsze,
D.


Speedway Maestrina 14/05/2009 20:10:50 [Powrót] Komentuj



Rzuciło mi się w oczy to: "w końcu musiało być jeszcze bardzo wcześniej" - chyba powinno być "wcześnie".
Niemniej jednak czekam na ciąg dalszy, bo zaciekawiło.
Mal 18/07/2009 21:55:56
| brak www IP: 82.210.164.151

Intrygujące... Czekam na rozdział pierwszy.
Żaba 17/05/2009 21:58:32
| brak www IP: 79.186.168.92

Kot jako oceniający nie będzie piał zachwytów nad czymś z czego jeszcze nic nie wynika. Aczkolwiek zapowiedź tajemnicy jest, a i owszem jak najbardziej na miejscu, więc wszystko zapowiada się przyjemnie.
Jedna tylko uwaga - mam przyjaciół a Anglii i z tego co mówią, u nich atak zimy jest rozumiany jako 5 cm śniegu i -2 stopnie - a kraj opanowuje całkowity paraliż. Więc dziwię się tym -20, zwłaszcza na południu. W końcu to wyspa. Podobno (podkreślam podobno, bo nigdy tam nie mieszkałam) tam nie ma takiej zimy jak w Polsce.
Kot 16/05/2009 22:18:31
| brak www IP: 193.200.82.77

Dalej, dalej!...
Ankeszu 16/05/2009 00:18:49
| brak www IP: 87.205.5.32

no Aska musze powiedzieć że opowiadanko całkiem niezłe,przyjemnie je sie czyta ,ciekawe.Jednym ujęciem :Masz do tego talent.;**
Aska 15/05/2009 22:17:57
| brak www IP: 217.173.183.38

Boski? :D Uważaj, bo obrosnę w piórka ;pp A życzenia od Charliego jak zawsze w dechę! :D
Edmund 14/05/2009 21:44:52
| brak www IP: 94.40.28.133

No i się doczekałam!
Matko, to było boskie!
Jestem absolutnie oczarowana!
Edmund jest cudowny, mogę to stwierdzić już po prologu.
Dziękuję za informację.
I czekam na ciąg dalszy.

Ach...
M. 14/05/2009 20:32:57
| brak www IP: 194.63.135.8





Szablon w całości wykonany przez Speedway Maestrinę wyłącznie dla Pflegera. Kopiowanie stanowczo zabronione.